• Home »
  • Ważne »
  • Nadchodzi czas, by o kilku sprawach poważnie porozmawiać z zarządem spółki – rozmowa z przewodniczącym ZZPPM Ryszardem Zbrzyznym

Nadchodzi czas, by o kilku sprawach poważnie porozmawiać z zarządem spółki – rozmowa z przewodniczącym ZZPPM Ryszardem Zbrzyznym

Już trzy miesiące funkcjonujemy w warunkach stanu epidemii koronawirusa i chyba nadszedł czas na ocenę, w jaki sposób ta sytuacja wpłynęła na Polską Miedź. Może więc zróbmy w tym kontekście taki swoisty bilans zysków i strat.

Muszę przyznać, że jako załoga zdaliśmy ten trudny egzamin. Pomimo obaw o zdrowie ludzie pracowali wydajnie i poziom produkcji został utrzymany na przyzwoitym poziomie. Udało się tego dokonać mimo wprowadzonych licznych ograniczeń dotyczących zarówno organizacji pracy, jak i samego jej przebiegu. Dotyczy to zarówno ciągu technologicznego, jak i administracji. Również w części serwisowej i usługowej ludzie stanęli na wysokości zadania. Za to wszystkim należą się słowa uznania i podziękowania. W tym kontekście na szczególne wyróżnienie zasługują pracownicy Miedziowego Centrum Zdrowia. Pomimo zagrożenia epidemicznego i wielu związanych z tym utrudnień i obostrzeń cała załoga celująco zdała ten trudny egzamin.

A jak wypada ocena zarządu KGHM? Czy też w tych trudnych czasach zdał egzamin?

Odnoszę wrażenie, że prezes głównie skupiony był na działaniach medialnych. Niewiele miały one wspólnego z podstawową istotą funkcjonowania spółki, czyli wydobywaniem rudy miedzi i jej przetwórstwem. Na dodatek cała ta aktywność wizerunkowa zarządu przyniosła nam więcej szkód niż korzyści. Przykładem niech będzie historia z maseczkami.

Pamiętamy, jak na przełomie marca i kwietnia na warszawskim lotnisku z największym samolotem transportowym świata w tle prezes Chludziński i premier Morawiecki organizowali konferencje prasowe i mówili o tym, jak KGHM za miliony dolarów kupił sprzęt medyczny niezbędny w czasach epidemii.

Z założenia miał to być dar Polskiej Miedzi dla szpitali i przychodni. Szybko jednak się okazało, iż miliony zakupionych maseczek nie spełniały norm jakościowych. Rzekomo certyfikaty zostały sfałszowane. Pojawiły się też wątpliwości związane z ich ceną. Mam nadzieję, że prokuratura, która już prowadzi w tej sprawie śledztwo, szybko to wszystko wyjaśni i znajdzie winowajców.

„Gazeta Wyborcza”, która pierwsza zaczęła na ten temat pisać, wskazuje na spółkę Quantron, firmę pośrednicząca w tych zakupach.

Być może to prawda, ale nawet jeśli tak było, to dobrze to nie świadczy o zdolnościach handlowych naszego zarządu. Jeżeli bowiem nie potrafi on prawidłowo przeprowadzić tak stosunkowo prostej transakcji jak zakup maseczek chirurgicznych, to strach pomyśleć, jak wygląda sprzedaż naszych produktów – miedzi, złota i srebra. Czy rzeczywiście zostały wynegocjowane z naszymi odbiorcami optymalne ceny i warunki płatności? To są przecież setki tysięcy ton metalu o wielomiliardowej wartości. Przy tej skali nawet minimalne uchybienia mogą nas bardzo drogo kosztować.

Wiara w szybkie wyniki śledztwa prokuratorskiego może się okazać ułudą. Do tej pory przecież nie doczekaliśmy się żadnych informacji o wynikach postępowania prowadzonego w sprawie zakupu przez zarząd prezesa Wirtha kanadyjskiej Quadry.

To prawda. Gdy PiS przejmował władzę, padały obietnice szybkiego rozliczenia tej sprawy. Media informowały o jakichś aresztowaniach i prowadzonych śledztwach prokuratorskich. Sprawę badała też ABW. Szybko jednak wszystko ucichło i pod koniec ubiegłego roku prezydent Duda z honorami wręczył prezesowi Wirthowi profesorską nominację. Pytam, za jakie dokonania? Czy za to, że kupując na drugim końcu świata bezwartościowe aktywa, naraził spółkę na wielomiliardowe koszty i generujące co roku straty liczone w milionach złotych?

Te koszty do dzisiaj płaci cała załoga Polskiej Miedzi.

Może warto więc się zastanowić, jak długo ludzie będą się na to godzić? Czy będziemy spokojnie czekać, aż dojdziemy do sytuacji, w jakiej są obecnie kopalnie na Górnym Śląsku? Przecież rzekoma nieopłacalność wydobywania węgla jest mitem. Polska 30 lat temu produkowała 180 mln ton węgla rocznie. Teraz zaledwie 60 mln ton. Tymczasem świat trzykrotnie zwiększył wydobycie. Pamiętać też trzeba, że na ostatnie restrukturyzacje tego przemysłu już wydaliśmy ponad 30 mld złotych. Politycy Prawa i Sprawiedliwości podczas kampanii wyborczej obiecywali górnikom, że po objęciu władzy zlikwidują import węgla do Polski. Nie zrobiono tego i teraz obserwujemy proces zwalniania ludzi z pracy i likwidacje kopalń.

Faktycznie, wszędzie na świecie wydobywanie węgla jest opłacalne, tylko nie u nas.

W mojej ocenie jest to taktyka poprzedzająca przejęcie tych zasobów przez obcy kapitał. Oby ten scenariusz nie był realizowany w Zagłębiu Miedziowym. Przypomnę, że prezes Chludziński na początku urzędowania w KGHM w 2018 roku bardzo krytycznie oceniał swojego poprzednika. Wtedy też zapowiadał bezinwestycyjne doprowadzenie do rentowności kopalni Sierra Gorda. Niestety, do tej pory tak się nie stało. Niedawno się dowiedzieliśmy, iż w pierwszym kwartale tego roku przyniosła Polskiej Miedzi stratę 226 mln zł przy przychodach 360 mln zł. Dla porównania: w analogicznym okresie ubiegłego roku odnotowano stratę na poziomie 87 mln zł, a przychody wyniosły 536 mln zł. W jednym z komunikatów wydanych przez KGHM pojawiła się informacja, że Sierra Gorda już zawarła z Bankiem Gospodarstwa Krajowego umowę pożyczki o wartości 200 mln dol. zabezpieczonej gwarancją właścicieli. Taki garb mamy na naszych plecach.

Nie są to dobre wiadomości. Czy może coś chociaż wiadomo o jakichś planach naprawczych dla tej inwestycji?

Nie słyszałem o takich opracowaniach. Obawiam się, że ten biznes nam się nie zwróci. A o zyskach to już dawno powinniśmy zapomnieć.

Jeśli już pada to magiczne słowo „zysk”, to wśród pracowników Polskiej Miedzi coraz głośniej słychać pytania, dlaczego ciągle maleje wysokość ich nagrody rocznej, skoro produkcja jest na poziomie podobnym do lat ubiegłych.

Rozumiem ich rozgoryczenie. Przecież nagroda ta z powodu podatku od kopalin i ciągłych strat kreowanych przez nasze zagraniczne inwestycje została zredukowana już o połowę. Tak załoga płaci za błędy zarządcze kierownictwa spółki i polityczne decyzje podejmowane w Warszawie. Nie można też zapominać, iż obecna produkcja odbywa się w coraz trudniejszych warunkach. Złoże, po jakie sięgamy, jest położone coraz głębiej, a zawartość miedzi w rudzie maleje. Na dodatek ludzie zmuszani są do pracy w nadgodzinach. Jest to skandaliczna praktyka niezgodna z prawem. Ustawa wyraźnie określa sytuacje, w których możliwa jest praca w nadgodzinach. Może to być w razie konieczności prowadzenia akcji ratowniczej w celu ochrony życia lub zdrowia ludzkiego, ochrony mienia lub środowiska albo usunięcia awarii oraz w sytuacji wynikającej ze szczególnych potrzeb pracodawcy. Nie może więc być mowy o uwzględnianiu jej w długookresowych planach produkcyjnych.

a z taką praktyką mamy do czynienia w Polskiej Miedzi.

Załoga powinna zarabiać tak jak obecnie, ale w normatywnym wymiarze. Poza tym niedopuszczalne jest stałe utrzymywanie zaniżonego poziomu zatrudnienia. To jest bardzo niebezpieczna polityka. Zwiększona absencja chorobowa może bardzo szybko doprowadzić do paraliżu całą firmę. Ogłoszona epidemia koronawirusa powinna to prezesom wyraźnie uświadomić. Trzeba też mieć na uwadze, że w przypadku zatrudnienia nowych ludzi konieczny jest czas na ich przygotowanie do efektywnej i bezpiecznej pracy. Przekazanie wiedzy i doświadczenia nie może stać się z dnia na dzień. Chcę wyraźnie podkreślić, że w KGHM koszty pracy są na relatywnie niskim poziomie i nie w tym miejscu powinno się walczyć o obniżenie kosztów produkcji. Chyba już nadchodzi czas, by o tych sprawach poważnie porozmawiać z zarządem spółki.