Jak to z tymi maseczkami było

26 marca

Na warszawskim lotnisku Okęcie ląduje samolot ze sprzętem medycznym zakupionym przez KGHM za 5,5 mln dolarów.

– Będziemy organizować kolejne transporty sprzętu, który służyć będzie zwalczaniu skutków tej strasznej epidemii – z dumą oznajmił dziennikarzom prezes KGHM Marcin Chludziński.

1 kwietnia

Kolejny transport przybywa do Warszawy. W lukach bagażowych samolotu znajduje się m.in. 50 respiratorów, 130 tysięcy kombinezonów, pół miliona maseczek ochronnych i 160 tysięcy par gogli. Zakup sprzętu możliwy był dzięki środkom ufundowanym przez spółkę KGHM, a cały ładunek wart jest 15 milionów dolarów. 

Na konferencji prasowej prezes Marcin Chludziński patetycznie mówi: – To nasz moralny obowiązek jako spółki Skarbu Państwa, by pomagać w takim zakresie, jak to dla nas możliwe i dzielić się pomocą z polskim społeczeństwem.

14 kwietnia

Tym razem na lotnisku Chopina ląduje największy transportowiec świata – Antonov An-225 Mrija. Wydarzenie to poprzedza podana wcześniej na stronie KGHM informacja mówiąca, iż „na wypełnionym po brzegi pokładzie mieszczącego aż 400 ton ładunku samolotu znajdzie się nawet 7 milionów maseczek typu P2, kilkaset tysięcy kombinezonów ochronnych i kilkaset tysięcy przyłbic”. Również tweet Ministerstwa Aktywów Państwowych z 8 kwietnia operuje takimi samymi liczbami.

Tymczasem niezależni znawcy transportu lotniczego podają, iż maksymalny udźwig Antonova 225 wynosi 250 ton.

Zapewne dlatego na konferencji prasowej zorganizowanej na płycie lotniska prezes Marcin Chludziński, stojąc na tle samolotu, mówił, że w transporcie znajduje się już nie 7 mln, ale ponad 1 mln maseczek typu FFP2, ponad 200 tys. kombinezonów ochronnych oraz ok. 250 tys. przyłbic. Z kolei premier Mateusz Morawiecki powiedział na Okęciu, że do Polski trafiło ok. 80 ton sprzętu.

21 kwietnia

„Newsweek” publikuje tekst, w którym podaje w wątpliwość jakość zakupionych maseczek. Według ustaleń tygodnika żadna partia sprowadzonego z Chin wyposażenia nie przeszła w Polsce testów jakościowych. Ministerstwo Zdrowia, Kancelaria Premiera, Główny Inspektor Sanitarny oraz KGHM przezornie nabierają wody w usta.

23 kwietnia

„Gazeta Wyborcza” w materiale „Dziwne zakupy KGHM” pisze: „Maseczki ochronne, które dotarły do Polski z Chin dzięki spółce KGHM, nie mają odpowiednich certyfikatów”. Polska Miedź stanowczo dementuje te informacje, przekonując, że „cały sprzęt sprowadzany przez KGHM spełnia zalecenia Komisji Europejskiej, a wszystkie zamówione produkty mają komplet dokumentów dopuszczenia do obrotu”. Zapowiada też, że w przypadku, gdy „Gazeta Wyborcza” nie zamieści w tej sprawie sprostowania, spółka wystąpi przeciwko niej na drogę sądową.

30 kwietnia

„Gazeta Wyborcza” przekonuje, że posiada dokumenty potwierdzające, że maseczki ochronne zakupione przez spółkę KGHM to „niewiele warte dla medyków jednorazówki”. Co więcej, twierdzi, że za cały towar grubo przepłacono pośrednikowi. Służby prasowe Polskiej Miedzi po raz kolejny stanowczo dementują rewelacje dziennika, uważając je za kuriozalny i bezpodstawny atak. Prezes spółki na Twitterze zirytowany pisze: „Coraz bardziej kłamliwe teksty, jutro okaże się, że w naszych kopalniach wyzyskujemy dzieci, a za dwa dni że reptilianie opanowali świat Pozew pozostał”

26 maja

Okazuje się, że jednak być może reptilianie faktycznie opanowali świat. Do publicznej wiadomości podana bowiem zostaje informacja, że sprawę sprowadzenia przez KGHM kilku milionów bezużytecznych maseczek bez certyfikatów bada już prokuratura. Postępowanie zostało połączone ze śledztwem dotyczącym zakupu trefnych maseczek przez resort zdrowia oraz przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

Tym razem prezes Marcin Chludziński w tej sprawie nie ma nic do powiedzenia. W zamian za to na Twitterze pisze: „Konsekwentnie realizujemy naszą strategię i widać jej efekty. Mimo wyzwań związanych z koronawirusem kwiecień zamykamy dobrze: „Produkcja zgodnie z planem, a wyniki sprzedażowe lepsze niż przed rokiem! Dziękuję załodze!”.

Faktycznie ma pan prezes za co dziękować załodze Polskiej Miedzi. Ludzie, mimo zagrożenia, z poświęceniem pracowali i utrzymali wysoką produkcję. Szkoda tylko, że wyniki tej ciężkiej pracy tak beztrosko są marnotrawione na propagandowe zagrywki z Antonovem An-225 Mrija w tle. Czekamy na wyniki śledztwa ABW.