• Home »
  • Z życia ZZPPM »
  • Rozmowa ze Stanisławem Siewierskim, prezesem zarządu KGHM Polska Miedź SA w latach 1995–1999

Rozmowa ze Stanisławem Siewierskim, prezesem zarządu KGHM Polska Miedź SA w latach 1995–1999

Funkcje prezesa KGHM pełnił Pan w trudnych dla spółki latach. Był to okres niskich cen miedzi na światowych rynkach, a w kraju dwucyfrowej inflacji i wyjątkowo drogich kredytów bankowych. Obiektywnie oceniając – lekko nie było.

Faktycznie, zmagaliśmy się z wieloma problemami. Za tonę miedzi płacono wtedy około 2000 USD. Bywały nawet okresy, gdy cena ta spadała do poziomu 1300 USD. Do tego dochodziły wysokie odsetki od kredytów spowodowane spiralą inflacyjną. Wszystko to często groziło nam utratą płynności finansowej. Były chwile, w których opłacalność naszej produkcji stała pod dużym znakiem zapytania. Jednak w Polskiej Miedzi, pomimo trudnej sytuacji, z jaką czasami musieliśmy się zmagać, nigdy nie akceptowałem strategii przetrwania, ale zawsze stawiałem na jej rozwój. Dlatego też opracowaliśmy i wdrożyliśmy nie tylko program obniżki kosztów, ale również program dalszego rozwoju spółki. To spowodowało, że firma wypracowywała środki na bieżącą działalność i miała pieniądze na kolejne projekty, które powodowały dalszą obniżkę kosztów produkcji.

Można więc powiedzieć, że w ten sposób w KGHM za Pana prezesury stworzone zostało swoiste samonapędzające się ekonomiczne koło zamachowe.

Tak to można nazwać. Dzięki temu mieliśmy również środki na niezbędne inwestycje proekologiczne i modernizacje technologiczne. W efekcie ich wdrożenia, ponieważ nasza produkcja zaczęła być zgodna z wymogami ochrony środowiska, wykreślono nas z listy 80 największych trucicieli. Skończyło się więc płacenie wysokich kar z tego tytułu. To z kolei podniosło nie tylko nasz ogólny wynik finansowy, ale również nie bez znaczenie było dla poprawy naszego wizerunku. Zarówno w odbiorze ogólnospołecznym, jak i postrzeganiu nas przez inwestorów giełdowych. Na warszawskiej giełdzie rosła więc cena akcji KGHM, a co za tym idzie, rosła ogólna wartość spółki.

Chciałabym też spytać o Grupę Kapitałową Polskiej Miedzi. Jej utworzenie stało się nie tylko swoistą wizytówką Pana zarządu, ale również miało znaczenie dla ogólnej wyceny akcji KGHM.

Chodziło nam o to, by firma miała dodatkowe źródło dochodów, swoiste zabezpieczenie na czas dekoniunktury na rynku metali. Zbudowanie tej naszej „drugiej nogi”w postaci aktywów telekomunikacyjnych Polkomtela i Dialogu znacznie poprawiało płynność finansową KGHM. Mówiąc o czasach mojego prezesowania w Polskiej Miedzi, pozwolę sobie jeszcze wspomnieć o przekształceniu zakładowej służby zdrowia w spółkę akcyjną Miedziowe Centrum Zdrowia oraz doprowadzeniu do połączenia ZG Polkowice oraz ZG Sieroszowice i utworzeniu kopalni zespolonej ZG Polkowice-Sieroszowice. Czas pokazał, że były to dobre decyzje. Kolejnym osiągnięciem mojego zarządu było podpisanie w 1997 roku z chińską firmą China Minmetals Corporation kontraktu na dostawy miedzi elektrolitycznej. O ile wiem, ta współpraca jest kontynuowana do dzisiaj i nadal przynosi spółce wymierne korzyści. Mówiąc więc o, jak to Pani nazwała „wizytówce mojego zarządu”, sądzę, że powinienem wspomnieć również o wszystkich tych elementach.

Bez wątpienia przyczyniły się one do późniejszych rekordowych zysków wykazywanych przez KGHM już przez Pana następców.

Faktycznie, w przemyśle wydobywczym na pozytywne efekty podejmowanych i wdrażanych decyzji czasami trzeba trochę poczekać. Gdy wróciła koniunktura i cena miedzi przekroczyła 3000 USD, Polska Miedź wypracowywała wysokie zyski, a za 2011 rok osiągnęła rekordowy zysk w wysokości ponad 11 mld zł. Niestety, w mojej ocenie nie został on mądrze zagospodarowany. W szczycie koniunktury, w czwartym kwartale 2011 roku, władze KGHM podjęły decyzję o zakupie kanadyjskiej spółki Quadra FNX za kwotę ok.10 mld zł. Perłą w koronie tych inwestycji miał być projekt Sierra Gorda na północy Chile. Ponadto w portfelu przedsięwzięć do uruchomienia był projekt Victoria w basenie Sudbury.

Czyli prawie wszystko to, co firma zarobiła w wyniku wielu lat pracy tysięcy ludzi Polskiej Miedzi, zostało przeznaczone na zamorskie inwestycje, które jak do tej pory nie dały złotówki zwrotu.

Co więcej, Polska Miedź po przejęciu zagranicznych aktywów Quadry i Abacus Mining oraz sprzedaży aktywów telekomunikacyjnych nie posiadała już rezerw finansowych. Tymczasem nasze krajowe potrzeby inwestycyjne, zwłaszcza w ciągu technologicznym, były i nadal są ogromne.

Rozumiem, że taka sytuacja musiała budzić niepokój u każdego zdroworozsądkowego menedżera.

Dlatego też w maju 2012 roku wysłałem list do ówczesnych władz spółki, w którym przedstawiłem swoją ocenę sytuacji i przedłożyłem pewne sugestie rozwiązań, aby nie podejmować w tym momencie decyzji o budowie kopalni Sierra Gorga w Chile i kopalni Victoria w Kanadzie. Stwierdziłem w nim między innymi, że: Inwestycje zagraniczne wymagają zainwestowania łącznie ponad 4 mld USD i zaczną generować dodatnie przepływy finansowe dopiero za wiele lat i to pod warunkiem, że będzie sprzyjała koniunktura. A trzeba poważnie brać pod uwagę fakt, że konsumpcja miedzi w ostatnich latach jest mocno spolaryzowana i cena surowca zależna jest głównie od kondycji chińskiej gospodarki. Chiny wykorzystują więcej miedzi niż Ameryka Północna i Europa razem wzięte. Spadek popytu na miedź w samych Chinach będzie oznaczał globalny kryzys w branży tego surowca, a co najmniej spowoduje głęboką korektę ceny. W najbliższych latach realny zysk może wypracować wyłącznie lubiński core business (podstawowa działalność – przyp. redakcji), który wymaga pilnego zrealizowania wielu inwestycji rozwojowych i odtworzeniowych.

Czy sugestie te zostały wzięte pod uwagę?

Niestety, zostały zignorowane. Natychmiast po sfinalizowaniu zakupu Quadry rozpoczęto budowę kopalni odkrywkowej i zakładu przeróbczego Sierra Gorda w Chile oraz poczyniono przygotowania do budowy kopalni podziemnej Victoria w Kanadzie kosztem ograniczenia inwestycji, zwłaszcza górniczych w Lubinie. Od tego czasu upłynęło już 7 lat, podczas których powstała kanadyjsko-chilijska „czarna dziura bez dna ”, pochłaniająca pieniądze, które nasi górnicy z Zagłębia Miedzowego muszą wypracować pod ziemią w nieludzkich warunkach, w temperaturach nierzadko przekraczających 33oC. Na dodatek nie widać żadnych oznak na zwrot poniesionych nakładów.

Sytuację pogarsza nałożenie na KGHM podatku od kopalin.

Biorąc pod uwagę stan finansów Polskiej Miedzi i pilne potrzeby inwestycyjne, uważam, że zachodzi pilna potrzeba całkowitego zwolnienia KGHM od płacenia tej daniny. Nałożona została ona na spółkę przez rząd Donalda Tuska w kwietniu 2012 roku. Wielkość podatku wyliczana jest według skomplikowanych i mało czytelnych wzorów. Generalnie jednak wysokość obciążeń zależy od: wartości surowców na rynku światowym, od kursu dolara amerykańskiego, w którym miedź i srebro są notowane na giełdzie oraz od wolumenu wydobycia. Podstawę opodatkowania stanowi ilość miedzi oraz srebra zawarta w wyprodukowanym koncentracie. Trzeba też zaznaczyć, że nie uwzględnia się w tym wyliczeniu kosztów produkcji oraz ostatecznej ceny sprzedaży.

Czyli, jeśli dobrze rozumiem, firma może wykazywać stratę, ale pomimo tego podatek miedziowy będzie musiała zapłacić.

Niestety tak to zostało zapisane w ustawie.

Przecież to prosta droga do położenia każdej firmy na łopatki.

Od czasu wprowadzenia podatku miedziowego KGHM z tego tytułu wpłacił do kasy państwa ponad 10 mld zł. To gigantyczne pieniądze, które można by mądrze zainwestować w naszym Zagłębiu Miedziowym. Skandaliczne jest również to, że zastosowana formuła naliczania podatku od kopalin nie tylko drenuje firmę z pieniędzy, ale również poważnie zmniejsza zasoby eksploatacyjne złóż w obszarach koncesyjnych.

Określenie „rabunkowa gospodarka” chyba najbardziej oddaje istotę tego problemu.

Trudno się z nim nie zgodzić. Pomijając wszystkie inne aspekty pragnę zwrócić uwagę, iż przyśpiesza się w ten sposób okres likwidacji obecnie działających kopalń Polskiej Miedzi. Obawiam się, że z tego powodu już niedługo będziemy obserwować w naszym regionie znaczącą redukcję zatrudnienia.

…a przecież likwidacja podatku miedziowego była cztery lata temu jedną z głównych deklaracji wyborczych polityków Prawa i Sprawiedliwości.

…i na obiecankach się skończyło. Wygrali wybory, utworzyli samodzielny rząd i nic w tej sprawie nie zrobili. Nawet parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości z naszego okręgu wykazują się całkowitą biernością w tej sprawie.

Jednak niedawno w Sejmie zdecydowano o obniżeniu podatku o 15 procent.

Nowelizacja ustawy obowiązuje dopiero od 1 lipca, czyli zrobiono to już pod sam koniec kadencji. Ponadto obniżka jest zdecydowanie za mała, by móc mówić o jakimś istotnym jej wpływie na poprawę stabilności finansowej KGHM. To zaledwie kropla w morzu potrzeb. Trzeba też mieć świadomość, że nowelizacja ustawy jest konsekwencją umowy koalicyjnej, którą po wyborach samorządowych PiS zawarł z Bezpartyjnymi Samorządowcami.

Czyli nie była to realizacja obietnic złożonych mieszkańcom Zagłębia Miedziowego, ale sposób zapłacenia przez PiS za możliwość współrządzenia w Sejmiku Dolnośląskim.

Tak to trzeba rozumieć. Jeszcze raz chcę wyraźnie powiedzieć, że podatek miedziowy to jedna z najbardziej kontrowersyjnych danin, jaka została nałożona w naszym kraju po 1989 roku w sposób wybiórczy tylko na KGHM. Ze względu na jego szkodliwość społeczną i gospodarczą musi zostać zlikwidowany lub co najmniej zawieszony na okres minimum jednej dekady. Jednak trzeba mieć świadomość, że zarówno ten problem, jak i inne ważne dla mieszkańców sprawy zostaną pozytywnie rozwiązane tylko wtedy, gdy mandaty posłów w Sejmie RP z Dolnego Śląska otrzymają takie osoby, jak Ryszard Zbrzyzny. Kandydaci z naszego regionu, rozumiejący nasze potrzeby, i ludzie, którzy udowodnili, że dotrzymują swoich zobowiązań.

Właśnie, dlatego Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Miedziowego udzielił mu pełnego poparcia.

Całkowicie słuszna i zrozumiała decyzja. Popieram ją w całej rozciągłości. Przecież Ryszard Zbrzyzny przez okres 22 lat swojej działalności poselskiej zawsze odważnie walczył o interes Polskiej Miedzi, bez względu na to, czy SLD było partią rządzącą, czy opozycyjną i nigdy nie zawiódł zaufania społecznego. Rzetelnie i godnie wypełniał swoje parlamentarne obowiązki i nie ubiegał się o żadne synekury, teki ministerialne czy inne stanowiska w administracji państwowej. Koncentrował się natomiast na problematyce praw pracowniczych i obronie interesu Polskiej Miedzi.

Dziękuję zarówno za rozmowę, jak i za poparcie dla naszego przewodniczącego Ryszarda Zbrzyznego.