Żenada – ciąg dalszy

Jak się należało spodziewać, artykuł zatytułowany opisujący emeryckie ochronki na ZG Lubin udzielane przez ZZPTiA „Dozór”, nie pozostał bez echa w Zagłębiu Miedziowym. („Związkowiec” nr 7/2018). Można wręcz nawet zaryzykować stwierdzenie, iż stał się lekturą poszukiwaną i przekazywaną z ręki do ręki. Czasami ukradkiem, w tajemnicy przed szefem, podobnie jak kiedyś konspiracyjna bibuła.
Trudno się dziwić tym środkom ostrożności. W niektórych środowiskach zdołaliśmy bowiem sprowokować rozpoczęcie niewygodnej debaty na temat różnicy pomiędzy autentycznymi i pozorowanymi związkami zawodowymi. Nie jest to komfortowa sytuacja. Ludzie zaczynają się zastanawiać, do jakiej organizacji tak naprawdę się zapisali. Czy rzeczywiście są należycie reprezentowani przed pracodawcą? Którzy liderzy związkowi bronią ich interesów i jaki nadsztygar z wysoką stawką będzie walczył o interesy młodego górnika mającego zaledwie 10. grupę? Pojawiają się też pytania, jak zdemaskować oszustów i jak z nimi walczyć. Sposobów zapewne jest wiele. Czasami wystarczy zawstydzić, wyśmiać lub napiętnować. Czasami jednak na szkodników trzeba poszukać odpowiednich paragrafów.

Do redakcji napłynęło kilka interesujących informacji ilustrujących różne sposoby i techniki budowania, wbrew woli pracowników, siły pseudo związkowych organizacji. Dziękujemy za te sygnały i obiecujemy, że będziemy trzymać rękę na pulsie. Być może w niektórych przypadkach warto będzie zasięgnąć porady prawnej, gdyż naszym zdaniem presja, szantaż i zastraszanie nie powinny towarzyszyć wypełnianiu deklaracji członkowskich. A tak niestety czasami się dzieje i to nie tylko na ZG Lubin. Problem ma znacznie szerszy zasięg i chluby Polskiej Miedzi nie przynosi.

Dzisiaj jednak chcemy w kilku słowach odnieść się do reakcji jednego z bohaterów artykułu „Żenada” – przewodniczącego ZZPTiA „Dozór” Waldemara Wachlarza.

Zapewne pod wpływem stresu i przy ograniczonej zdolności logicznego myślenia za pomocą sieci intranetu w piśmie zaadresowanym do przewodniczącego ZZPPM Ryszarda Zbrzyznego podjął on nieudolną próbę zaprzeczenia informacjom prezentowanym na naszych łamach. Szkoda jednak, że nie potrafi swojego stanowiska udowodnić i poprzeć rzetelnymi danymi.

Panie Wachlarz, powtarzanie jak mantra słowa „nieprawda” to czysta dziecinada, która nie zmienia rzeczywistości.

Niezależnie od tego, co pan wypisuje, nadal twierdzimy, iż ZZPTiA „Dozór” daje specjalną ochronę ponad 20-osobowej grupie wyższego kierownictwa ZG Lubin. Na dodatek większość tych „nietykalnych” ma już od dawna nabyte uprawnienia emerytalne. Jeśli więc w zakładzie pojawia się problem zablokowanych ścieżek awansu dla młodszego pokolenia, to zapewne jest to jedna z przyczyn tego stanu rzeczy.

Dodać też należy, iż kilkanaście osób spośród objętych przez ZZPTiA „Dozór” ochroną związkową nie pełni w tej organizacji żadnej formalnej funkcji. Nie są członkami prezydium, komisji rewizyjnej lub rady związku. Nie zostali więc poddani weryfikacji wyborczej i nie można o nich mówić jak o osobach zaufania publicznego. W żadnej też mierze nie są aktywnymi działaczami i nie wstępują w obronie najsłabszych pracowników. Nikt nie może sobie przypomnieć, by którykolwiek z nich kiedykolwiek domagał się podniesienia ludziom wynagrodzeń, rozszerzenia świadczeń socjalnych czy też poprawy organizacji pracy.

Wszystkich szeregowych członków ZZPTiA „Dozór”, którzy wątpią w prawdziwość tych informacji, zachęcamy, by udali się do siedziby związku i zapoznali się z uchwałą nr 8/VIII/2018 z 28 sierpnia 2018 roku. W dokumencie tym czarno na białym jest napisane, kogo organizacja obejmuje szczególną opieką związkową. Niestety, uzasadnienia tej decyzji nie załączono. Liczymy też, że pan Wachlarz to niedopatrzenie szybko naprawi i zapozna załogę z listą zasług „nietykalnych”.