Na ZG Lubin niektórzy związkowcy wciąż bronią byłych dyrektorów i kierowników zamiast szeregowych pracowników

 

Proces burzenia skostniałych układów i nieformalnych powiązań zazwyczaj bywa bolesny i długotrwały. Od reformatorów wymaga żelaznej konsekwencji i silnej determinacji. Spotykają się bowiem z oporem tych, którzy w wyniku zmian tracą dotychczasowe korzyści, przywileje czy też strefy wpływów.
Dobrze to widać na przykładzie ZG Lubin, gdzie w marcu tego roku doszło wreszcie do wymiany całej dyrekcji, która przez wiele lat wydawała się władzą ponadczasową i nieodwoływalną. Nie z powodu jej wysokich kompetencji inżynierskich czy zarządczych, ale rozległych układów rodzinnych, towarzyskich, partyjnych i biznesowych.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Łatwo zgadnąć, że w zależności od środowiska, takie zmiany kadrowe spotykały się z akceptacją lub protestami. Wszak zawsze punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ci, co siedzą niżej, czyli większość załogi, dostrzegała w nich zapowiedź powrotu do normalności i poprawy atmosfery pracy w kopalni. Odblokowania przeszeregowań dotychczas zarezerwowanych dla znajomych królika czy też sprawiedliwego naliczania premii i zakończenia zwyczaju przyznawania nagród wybrańcom układu.

Niestety, jednak wyżej posadowieni, czyli liderzy zakładowej Solidarności, prezentowali i nadal prezentują stanowisko przeciwne do powszechnej opinii pracowników. Przewodniczący Bogdan Nuciński w obronie odwołanych dyrektorów z zapałem słał pisma do CBA i szukał pomocy nie tylko w radzie nadzorczej i zarządzie KGHM, ale również u premiera Mateusza Morawieckiego, prezesa Jarosława Kaczyńskiego czy też ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego. Złośliwcy komentowali, że przewodniczący tak bardzo się zaangażował w tę obronę, gdyż z chwilą odwołania jego ulubionych dyrektorów utracił wpływ na wiele decyzji kadrowych. Raptem przestał mieć możliwości załatwienia przyjęcia do pracy kolejnego pociotka, przeszeregowań dla wybrańców, przeniesienia lub przyznania im nagrody. Szybko więc spadły jego notowania, a krąg przyjaciół i popleczników znacząco się skurczył.

Również liderzy ZZPTiA Dozór z przewodniczącym Waldemarem Wachlarzem na czele nie mogą odżałować odwołanych dyrektorów, pod panowaniem których opływali w dostatki i wiedli sielskie życie. Dlatego nie chcą zaakceptować obecnego szefostwa kopalni. Ludzi, którzy od kilku miesięcy z dużym wysiłkiem zagmatwaną sytuację kadrową zakładu powoli doprowadzają do normalności. Likwidują wysokopłatne, choć nikomu niepotrzebne stanowiska. Pracującym emerytom górniczym wyższego dozoru proponują odpoczynek lub przeniesienia na lżejsze, choć mniej płatne, zajęcia.

Krokodyle łzy

W piśmie skierowanym do zarządu KGHM przewodniczący Waldemar Wachlarz, protestując przeciwko zmianom kadrowym wśród wyższego dozoru ZG Lubin, poskarżył się prezesowi Polskiej Miedzi, iż nowa dyrekcja działa na szkodę kopalni. Podkreślił, iż za pomocą różnych form nacisku nie tylko że zwalniana jest stara kadra kierownicza, to jeszcze, o zgrozo!  przyjmowana jest nowa, składająca się z fachowców z ZG Rudnej. Rzekomo blokuje to drogę awansu młodym wykształconym inżynierom górnikom zatrudnionym na stanowiskach robotniczych.

Przewodniczący walczy o starych wyjadaczy wyższego dozoru nie tylko za pomocą pism kierowanych do zarządu i rady nadzorczej. Broni ich również, naginając zapisy ustawy o związkach zawodowych.

Kpina z praw związkowych

By utrudnić nowej dyrekcji uporządkowanie chorej struktury kadrowej w  ZZPTiA Dozór, podjęto decyzję o objęciu ponad 20 członków wyższego dozoru szczególną ochroną związkową. Zupełnie, jakby to byli czynni i aktywni liderzy związkowi, którzy nie patrząc na własną karierę, bezpardonowo walczą o interes pracownika. Domagają się podniesienia płac, żądają poprawy organizacji pracy, pilnują przestrzegania zasad BHP. Inaczej mówiąc, odważnie występując w imieniu szeregowych pracowników, często narażają się pracodawcy i z tego powodu należy się im specjalna obrona przed zwolnieniem lub pogorszeniem warunków wynagrodzenia.

Niestety, prawda jest zupełnie inna. Większość tych związkowych azylantów ma wśród pracowników opinię wrednych szefów. Psychopatycznych arogantów i dekowników wykorzystujących bez pardonu swoich podwładnych. Łamiących prawa pracownicze i zasady bezpieczeństwa pracy. Na dodatek niektórzy od dawna poupychani są na wysokopłatnych stanowiskach specjalistów od spraw zbędnych. Przykładem niech będzie funkcja nadsztygara obudowy hydraulicznej. Dla niewtajemniczonych brzmi to dobrze. Trzeba jednak wiedzieć, że na całej lubińskiej kopalni obudowy hydrauliczne zredukowane są wyłącznie do czterech i nic nie uzasadnia zatrudniania na pełnym etacie wysokiej klasy specjalisty tylko do ich nadzoru. Na szczęście stanowisko to ostatnio zostało zlikwidowane, ale niezadowolony specjalista pozostał.

Fakt, że nowy dyrektor wziął się za likwidację takich patologii, dobrze o nim świadczy. Będziemy go w tym wspierać ze wszelkich sił. Daje on bowiem nadzieję, iż wyprowadzi wreszcie zakład na prostą i zamiast strat, pojawią się zyski. W roku obchodów 50-lecia kopalni warto o tym wspomnieć.

Warto się też chwilę zastanowić nad postawą szefostwa ZZPTiA Dozór. Jak długo przewodniczący Waldemar Wachlarz, mający już od ponad dziesięciu lat uprawnienia emerytalne, będzie wmawiał zwykłym górnikom, że za ich składki związkowe działa w ich interesie, chroniąc najwyżej posadowionych w hierarchii kopalnianych zależności? Przypomina to przecież sytuację, w której ktoś, kto ukradł, dla odwrócenia uwagi głośno krzyczy do tłumu, by łapano złodzieja.

Może najwyższa pora zrozumieć, że w tym związku i pod tym kierownictwem nigdy nie chodziło o dobro szarego człowieka, który jest tylko po to, by płacić składki i budować statystykę. Natomiast prawdziwa walka rozgrywa się w imię interesów garstki rozdającej karty. Warto też pamiętać, że wraz z liczbą członków, rośnie liczba osób obejmowanych przez związek ochroną. Nie można też mieć złudzeń, że przywilej ten w ZZPTiA Dozór udzielany jest zazwyczaj starym emeryckim wyjadaczom wyższego dozoru, których aktywność jest zaprzeczeniem idei związkowych.

Smaczku całej żenującej sprawie dodaje fakt, że spośród ponad 20 objętych przez ZZPTiA Dozór ochroną związkową, ponad 90 proc. ma od wielu lat, a nawet dekady, uprawnienia emeryckie i najwyższa pora, by po długim i „pracowitym” życiu zawodowym wreszcie sobie odpoczęli.

Panie przewodniczący Wachlarz – daj im pan przykład, odejdź pan na emeryturę, która ci się już należy od ponad dziesięciu lat i w ten sposób wstydu oszczędź!!!