Rozmowa z przewodniczącym ZZPPM Ryszardem Zbrzyznym

„Jeśli o podatku od kopalin mówią kandydaci związani z tymi partiami, które dzisiaj są w Sejmie, to dla przyzwoitości powinni milczeć, a nie znowu składać obietnice, których nawet nie zamierzają spełnić. Wiarygodność tych ludzi jest zerowa.” 


 

Kandyduje Pan do sejmiku dolnośląskiego jako jedynka na liście SLD – Lewica Razem. Co legło u podstaw tej decyzji?

Gdyby w regionie wszystko szło dobrze, to zapewne już dałbym sobie spokój. Niestety, tak nie jest. Mamy za sobą kolejne cztery lata straconych szans. Widać, że monopol władzy w ostatecznym rozrachunku szkodzi społeczeństwu. Trzeba zatrzymać rosnącą na wszystkich szczeblach życia politycznego dominację jednego ugrupowania.

Funkcje sołtysa, wójta, burmistrza czy też rady miejskiej lub gminnej wydają się zrozumiałe dla większości ludzi. Wielu jednak nie wie, jak działa sejmik wojewódzki i jaka jest jego rola.

Sejmik funkcjonuje podobnie jak struktury parlamentarne. Czyli posłowie i senatorzy, a następnie premier wybiera ministrów. Podobnie jest na szczeblu regionalnym. Radnych wybierają ludzie w swoich okręgach, ale to radni wybierają marszałka oraz skład zarządu, który jest swoistym rządem w wymiarze regionalnym. Sejmik stanowi też akty prawa miejscowego, oczywiście z zastrzeżeniem, że nie mogą one być w sprzeczności z ustawami podejmowanymi na szczeblu centralnym. Buduje strategię rozwoju województwa, uchwala budżet i określa zasady udzielania dotacji podległym jednostkom terytorialnym. Rozdziela też pieniądze pochodzące z Unii Europejskiej. Inaczej mówiąc, ma wpływ na za ład przestrzenny, utrzymanie i remonty dróg, szkół i szpitali oraz placówek kultury czy też pomocy społecznej. Czyli do pewnego stopnia kształtuje jakość naszego codziennego życia.

Jeśli już mowa o pieniądzach. to w obecnej kampanii na spotkaniach z wyborcami znowu pojawia się temat podatku od kopalin. Od prawa do lewa wszyscy opowiadają się za jego zniesieniem.

Czysta hipokryzja. Jeśli o tym podatku mówią kandydaci związani z tymi partiami, które dzisiaj są w Sejmie, to dla przyzwoitości powinni milczeć, a nie znowu składać obietnice, których nawet nie zamierzają spełnić. Wiarygodność tych ludzi jest zerowa. To już przerabialiśmy. Przypomnę, że podatek miedziowy uchwalono w 2012 roku głosami koalicji PO/PSL. Faktycznie wtedy PiS był przeciwko. W 2015 roku przed wyborami politycy PiS zapowiadali zniesienie tej daniny, gdy zdobędą większość parlamentarną. I co – władze przejęli, ale podatku nie znieśli. W budżecie państwa na 2019 rok przewidziano wpływy z tego tytułu na niezmienionym poziomie. Premier Morawiecki jasno powiedział, że KGHM nadal będzie płacił do Skarbu Państwa podatek od kopalin, bo rząd potrzebuje pieniędzy na ograniczenie zadłużenia, Czyli chce zmniejszać dług publiczny kosztem spółek, które są zmuszane do zaciągania kolejnych kredytów. Podobna polityka stosowana jest wobec samorządów. Gminy i powiaty mają coraz więcej zadań do wypełnienia, ale w ślad za tym rząd nie przekazuje im środków na realizację. W efekcie rośnie zadłużenie na szczeblu lokalnym, a rząd może się chwalić nieco mniejszym tempem przyrostu długu publicznego.

To przelewanie z pustego w próżne.

Mam nadzieję, że już drugi raz ludzie nie dadzą się tak łatwo oszukać. Przez ostatnie trzy lata nie słychać było, by partie opozycyjne jakoś aktywnie zabiegały o zmianę stosownych ustaw. Teraz nagle wszyscy sobie o tym przypominają i znowu obiecują gruszki na wierzbie. Wracając do podatku od kopalin. Musimy mieć świadomość, że to nie tylko problem KGHM, ale również ma on negatywny wpływ na cały region. Co prawda nie pomniejsza on wpływów do budżetu województwa, jakie pochodzą z CIT, ale w istotny sposób ogranicza poziom nowych inwestycji w Zagłębiu. Polska Miedź nie ma to wystarczających środków. To przekłada się na mniejszą ilość zleceń dla firm zewnętrznych i ogólny spadek wynagrodzeń. Już widzimy, że koło zamachowe dolnośląskiej gospodarki wyraźnie zwalnia.

Można się spotkać z twierdzeniami, iż gdyby Polska Miedź nie była tak intensywnie drenowana przez Skarb Państwa, to już Stare Zagłębie miałoby szansę na ponowne uruchomienie kopalni.

Faktycznie z tytułu podatku miedziowego spółka straciła ogromne pieniądze. PO wyciągnęło ok. 4 mld zł, a na koncie PiS można zapisać kolejne 7 mld zł. Jedni warci drugich. Przecież za te środki można by było pod Bolesławcem zbudować kopalnię i udostępnić kolejne pola wydobywcze. Byłyby to tysiące nowych, dobrych miejsc pracy. Kolejną dziurą w kasie spółki, przez którą wypływają wypracowane przez załogę pieniądze, jest Quadra wraz z Sierra Gorda. Ta zamorska inwestycja pochłonęła ponad 20 mld złotych i wciąż kreuje straty. Co więcej, śledząc ceny akcji na warszawskiej giełdzie, widać, że nasze zamorskie zakupy nie podniosły wartości całego KGHM.

 Jednak winnych nie ma i pomysłu na naprawę sytuacji też brak.

W tym przypadku znowu powraca dobrze znany nam mechanizm. Platforma Obywatelska dopuściła do szkody, a Prawo i Sprawiedliwość, wbrew swoim przedwyborczym zapowiedziom, toleruje zastany stan rzeczy i dobrze się ma. Przecież od lat prokuratura i ABW szukają winnych i jakoś nie mogą nic konkretnego ustalić.

Dużo szumu, mało działań.

Można dojść do takiego wniosku. Nie słyszałem, by komuś postawiono zarzuty działania na szkodę spółki. Taka to sprawiedliwość. Ówczesny minister skarbu, zarząd prezesa Herberta Wirtha i członkowie Rady Nadzorczej beztrosko wyprowadzili z Polskiej Miedzi miliardy złotych i wydają się całkiem bezkarni. Tymczasem, jeśli jakiś górnik lub hutnik uszkodzi maskę, zestaw narzędzi czy maszynę, jest zobowiązany pokryć stratę z własnych pieniędzy.

Od niedawna KGHM ma nowego prezesa. Jakie są jego relacje ze związkami zawodowymi?

Człowiek widmo. Nikt go nie widział, nikt go nie słyszał. To oczywiście lekko prześmiewczy opis, ale poważnie mówiąc, dialog z zarządem nie istnieje. Nasze zaproszenia do spotkania pozostają bez odpowiedzi. Nie ma też żadnej inicjatywy z drugiej strony. A szkoda, bo tematów do poważnej rozmowy jest wiele. Pomiary temperatur w obszarach wydobywczych, opóźnienia inwestycji odtworzeniowych, niejasne i nadmiernie uznaniowe systemy premiowania, niewystarczająca obsada wielu stanowisk pracy – to tylko niektóre z nich. W mojej ocenie stoimy w przededniu podjęcia trudnych decyzji związanych z zasadami dalszego funkcjonowania Polskiej Miedzi  i bez zgody społecznej trudno będzie coś zmienić. Natomiast brak partnerskiego dialogu pracodawcy ze związkami zawodowymi sytuację może tylko pogorszyć.