Okiem przewodniczącego – Kradzież tożsamości

To coraz większy problem dotyczący nie tylko finansów i kredytów, ale również wizerunku i dorobku. Niestety również w naszej Polskiej Miedzi oraz częściej w naszej Polskiej Miedzi mamy do czynienia z tym zjawiskiem.

Niespodziewany rachunek za towary, których się nie kupiło, wezwanie do spłaty kredytu, którego się nie brało, zobaczenie na Facebooku swojego profilu, którego się nie zakładało – to znak, że ktoś ukradł nam nasze dane osobowe. Podszywając się pod naszą tożsamość, czerpie korzyści materialne, przejmuje dorobek. Jest to przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 3. Organy ścigania na wniosek osoby pokrzywdzonej mają obowiązek przeprowadzić śledztwo i w przypadku pojmania sprawcy kradzieży postawić go przed wymiarem sprawiedliwości. Można wtedy też domagać się zasądzenia stosownego odszkodowania nie tylko z tytułu strat finansowych, ale również wizerunkowych.

Co jednak zrobić, gdy kradzież tożsamości nie dotyczy osoby prywatnej, ale całej organizacji? Jak się mamy bronić przed tym, by jeden związek zawodowy nie przypisywał sobie zasług wywalczonych przez inny? Nie wprowadzał pracowników w błąd i nie manipulował ich opinią? W ostatnich czasach takich przypadków podszywania się pod cudze sukcesy jest coraz więcej. Jedni w ten sposób chcą tylko ukryć własną bierność, lenistwo lub niekompetencje. Podczas spotkań z pracodawcą robią wszystko, by się niczym mu nie narazić. Niech inni walczą. W najlepszym razie nabierają wody w usta i śledzą przebieg negocjacji. Czasami wręcz przeszkadzają. wprowadzając do dyskusji nieistotne wątki poboczne. Jednak gdy już dojdzie do podpisania porozumienia, odzyskują głos i raptem mają wiele do powiedzenia. W zależności od okoliczności albo wypinają piersi do orderów za nienależne zasługi, albo też przechodzą z milczenia do głośnej i ostrej krytyki. Wywieszają komunikaty i wydają oświadczenia o tym, jak to oni twardo dopominali się o podwyżki dla załogi i świadczenia socjalne lub też w tonie niezadowolonych recenzentów twierdzą, iż można było więcej uzyskać od pracodawcy. Liczą zapewne, że w uprawiając taką politykę, zdołają jakieś części załogi oczy zamydlić i przekonać do siebie.

Na taki haczyk zazwyczaj dają się złapać ludzie słabo zorientowani i zapędzeni w codziennej pogoni albo pozbawieni zdolności do obiektywnej oceny otaczającej ich rzeczywistości.

Jest jeszcze jedna, szczególnie niebezpieczna, forma kradzieży tożsamości. W porozumieniu i przy wydatnej pomocy pracodawcy, opierając się na upodobnionej nazwie i przejętych danych teleadresowych, łatwo można zbudować żółty związek zawodowy. Pod byle pretekstem nowe deklaracje członkowskie pomogą ludziom wypełnić ich przełożeni lub się do podpisania podsunie im jako zakąskę wzniesionego toastu i sprawa jest załatwiona. W zakładzie zaczyna działać nowy związek zawodowy, którego naczelnym celem jest ochrona interesów pracodawcy, a nie załogi. Na dodatek część ludzi nawet nie ma zielonego pojęcia, że własnymi pieniędzmi wspierają to przedsięwzięcie.

Piszę o tych zjawiskach, apelując o rozwagę i rozsądek. Wszyscy widzimy, co się dzieje w Polskiej Miedzi. Permanentny stan zawieszenia oraz stała walka elit o wpływy i apanaże przysłania mądre zarządzanie. Iluzja i propaganda przesłania rzeczywistą dbałość o dobrze pojęty interes firmy i jej załogi. Zamiast rozwoju widzimy regres. Często prawa pracownicze przestrzegane są tylko teoretycznie. Czy możemy to dłużej tolerować? Poskładajmy wszystkie te puzzle i zobaczmy, jaka przyszłość nas czeka. Jeśli dzisiaj nie będziemy reagować, jutro może już być za późno. Za naszą naiwność, bierność, chytrość lub przymykanie oczu życie może nam wystawić rachunek, którego nie damy rady spłacić. Żółte związki i koniunkturalni recenzenci nie wywalczą przecież wyższych wynagrodzeń.

Ryszard Zbrzyzny