Hokus pokus – było ciepło, jest zimno

W Układzie Zbiorowym obowiązującym w KGHM jest zapis jasno określający, w jakiej temperaturze kopalni obowiązuje normatywny czas pracy, przy ilu stopniach wprowadza się zmiany sześciogodzinne lub też wstrzymuje się wydobycie do czasu przewietrzenia i ochłodzenia oddziału. Jest też jasno zdefiniowany sposób sporządzania pomiarów, to znaczy, że mają one być dokonywane przy użyciu termometru suchego.

  Podobne regulacje obowiązywały też w górnictwie węglowym. Jednak w tym przypadku miały one charakter prawa ogólnego, a nie układowego. W lipcu ubiegłego roku rząd dobrej zmiany wprowadził zmianę przepisów, wprowadzając nowe, określone skomplikowanym wzorem pojęcie „temperatury zastępczej”. Ten drobny zabieg spowodował, że bez faktycznego ochłodzenia klimatu w wyrobiskach kopalnianych raptem z dnia na dzień temperatura spadła o około 2°C.

   Niestety, poprawa była tylko na papierze, bo w obiektywnej rzeczywistości nadal była tak samo gorąco. Jednak w dokumentacji można było wykazać, że wielu górnikom już nie przysługuje skrócony czas pracy, a tam, gdzie temperatura przekraczała 33°C, nagle praca stała się dopuszczalna.

   Przymiarki do przeprowadzenia tego manewru w kopalniach KGHM również były czynione. Jednak nie zyskały one aprobaty związków zawodowych i tym samym niemożliwe było zmienienie zapisów ZUZP. A bez tego żadne ministerialne pomysły pogarszające załodze warunki pracy nie mogą być wdrożone.

Wydawać by się więc mogło, że w Polskiej Miedzi o problemie można zapomnieć. Nic bardziej mylnego.

   W styczniu okazało się, że temat nadal jest aktualny. Na dodatek można przypuszczać, że od jakiegoś czasu pracownicy KGHM są oszukiwani przez władze spółki w sprawie faktycznej temperatury, jaka panuje na niektórych obszarach wydobywczych.

Prawda na jaw wychodzi

  Podejrzenia te zrodziły się za sprawą projektu rozporządzenia ministra środowiska likwidującego wprowadzone w życie ponad pół roku temu decyzje o określaniu klimatu kopalni za pomocą „temperatury zastępczej” i w to miejsce wprowadzające stare regulacje oparte na termometrze suchym. W uzasadnieniu do projektu podkreślono, że zmiana ta jest odpowiedzią na postulaty związków zawodowych domagających się przywrócenia procedur kontroli klimatu kopalni obowiązujących przed lipcem 2017 r., czego także domagał się ZZPPM.

   Myli się jednak ten, kto sądzi, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Rząd postanowił bowiem naprawić swój błąd i wraca do starych regulacji, które są społecznie akceptowane. Jednak w końcowych akapitach wspomnianego uzasadnienia znalazły się sformułowania, które powinny wzbudzić niepokój całego środowiska związanego z Polską Miedzią. Napisano bowiem, iż: „Rozporządzenie jako wyjątek proponuje utrzymanie konstrukcji temperatury zastępczej w zakładach górniczych stosujących maszyny samojezdne”

Maszyny te są powszechnie stosowane w kopalniach rud miedzi, gdzie występują szczególnie trudne i niebezpieczne warunki klimatyczne. Związane jest to z dużą głębokością eksploatacji (nawet poniżej 1000 m), wysoką temperaturą pierwotną górotworu (ponad 45°C) oraz wysoką wilgotnością względną powietrza (w przedziale od 70 do 100%). Te szczególne parametry klimatu kopalnianego przemawiają za utrzymaniem konstrukcji temperatury zastępczej dla tych zakładów górniczych. Dodatkowo należy wskazać, że w zakładach tych już od dawna dopuszczone było określenie warunków klimatycznych pracy poprzez wyznaczenie temperatury zastępczej klimatu.

   Gdy to przeczytałem, początkowo przecierałem oczy ze zdziwienia. Nie mogłem bowiem zrozumieć, o co w tym chodzi. Przecież paragraf 15 naszego ZUZP zawiera zapis mówiący o tym, że przy określaniu klimatu w kopalni stosuje się pomiary termometrem suchym. Nigdy też jako strona ZUZP nie wyraziliśmy zgody na to, by za pomocą zmiany metodologii pomiarów pracodawca mógł wydłużać czas pracy lub prowadzić wydobycie w obszarach, gdzie jest powyżej 33°C. Tymczasem minister środowiska jasno stwierdza, że w Polskiej Miedzi od dawna stosuje się pojęcie temperatury zastępczej, które formalnie legalizuje wydobycie w normatywnym czasie tam, gdzie jest ponad 28°C. Dopuszcza też pracę na oddziałach, gdzie termometr wskazuje powyżej 33°C.

   W mojej ocenie są dwie możliwości wyjaśnienia tej dziwnej i podejrzanej zarazem sytuacji.

   Albo w ministerstwie popełniono błąd, albo rzeczywiście w Polskiej Miedzi, w tajemnicy przed związkami zawodowymi, łamiąc regulacje ZUZP, do oceny klimatu kopalni stosowana jest „temperatura zastępcza”.

   Stosowne pismo w tej sprawie już dwa tygodnie temu skierowałem do ministra środowiska. Kopia dostarczona też została do zarządu KGHM. Do tej pory wciąż czekamy na jakieś racjonalne wyjaśnienia.

  Być może problemem będzie trzeba zainteresować Państwową Inspekcję Pracy oraz Wyższy Urząd Górniczy. Instytucje, które są w stanie sprawdzić, czy przy ocenie klimatu kopalń Polskiej Miedzi nie stosuje się jakiegoś czary mary tylko po to, by wykazać, że 28°C to zaledwie 26°C i w związku z tym ludzie powinni pracować nie 6, ale 7,5 godziny. Można też prowadzić wydobycie na oddziałach, gdzie temperatura sięga 35°C.

  Natomiast, odnosząc się do samego projektu rozporządzenia, uważam, że niedopuszczalne jest utrzymanie (jako wyjątek) konstrukcji temperatury zastępczej w kopalniach Polskiej Miedzi przy jednoczesnym odstąpieniu od niej w innych zakładach wydobywczych? Nie można akceptować tego, by górników Polskiej Miedzi traktowano w sposób odmienny i mniej komfortowy niż innych górników w Polsce.

Przewodniczący ZZPPM

Ryszard Zbrzyzny