| |
 |
Zmień rozmiar tekstu:
A
A
A
|
Nieznana twarz Zbigniewa Tomczyka
Społecznicy są wśród nas
Media głównego nurtu w ostatnich czasach chętnie pokazują działaczy związkowych w niekorzystnym świetle. Przedstawiani są głównie jako zadymiarze, którzy poprzez głośne pikiety i demonstracje chcą usprawiedliwić swoje wygodne funkcjonowanie w zakładach pracy.
Na łamach gazet oraz w programach telewizyjnych i radiowych próżno szukać jakichś pozytywnych przykładów pokazujących liderów związkowych głęboko zaangażowanych i wrażliwych na ludzkie sprawy. Te duże i te małe. Dotyczące całych grup społecznych, jak i pojedynczych osób. A przecież takich społeczników nie brak w naszych szeregach. Spotkać ich można nie tylko w biurach związkowych, gdzie walczą o nasze prawa pracownicze i poprawę warunków zatrudnienia. Są również aktywni w licznych organizacjach i stowarzyszeniach działających pro publico bono.
Jednym z nich jest nasz kolega Zbigniew Tomczyk. Znamy go dobrze jako przewodniczącego zakładowej organizacji ZZPPM w Hucie Miedzi Cedynia. Od wielu lat honorowy dawca krwi. Na początku lat 90., gdy pracował w głogowskiej hucie, pełnił tam funkcję prezesa Klubu Honorowych Dawców Krwi PCK. Po przejściu do Cedyni dość szybko zdołał skupić wokół siebie sporą grupę ludzi, którzy tak jak on są gotowi oddać swoją krew potrzebującymi.
Bez przesady można powiedzieć, że dzięki tej aktywności zdołali oni uratować już dziesiątki ciężko chorych ludzi, którzy bez transfuzji nie mieliby szans na przeżycie.
– Krwiodawcą jestem już od 33 lat – mówi Zbigniew Tomczyk. – Przez ten czas oddałem ponad 47 litrów krwi. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Po prostu uważam, że każdy z nas powinien pomagać innym zawsze wtedy, gdy ma taką możliwość. To kwestia zwykłej ludzkiej solidarności. Wierzę też, że jest to dobro, które w jakiejś formie zawsze do nas wraca.
Zbyszka Tomczyka doskonale znają również mieszkańcy głogowskiego osiedla „Piastów Śląskich”. Od 1995 roku w Radzie Osiedla pełnił tam kolejno funkcje: członka, sekretarza i przewodniczącego. W listopadzie ubiegłego roku członkowie Spółdzielni Mieszkaniowej Nadodrze po raz piąty z rzędu wybrali go do organów samorządowych na funkcję członka rady nadzorczej spółdzielni po raz drugi.
– Przez te wszystkie lata zdobyłem sporą wiedzę w funkcjonowaniu spółdzielni – mówi sam o sobie. – To pomaga przy rozwiązywaniu wielu problemów, z jakimi zmagają się jej członkowie. Wachlarz ludzkich spraw jest bardzo różnorodny. Zwłaszcza w spółdzielni SM, gdzie mieszka ponad 50 tysięcy osób. Czasami trzeba pomóc komuś w spłacie zaległości czynszowych, otoczyć opieką osobę samotną i schorowaną. Są też sytuacje, w których spółdzielnia musi występować w roli rozjemcy pomiędzy zwaśnionymi sąsiadami czy też włączyć się do adaptacji mieszkania dla potrzeb osoby niepełnosprawnej. Jak to w życiu, każdy człowiek to oddzielna, niepowtarzalna historia.
Naszemu koledze gratulujemy reelekcji i życzymy, by nadal miał w sobie dużo sił, by kształtować i poprawiać warunki życia w naszych lokalnych społecznościach.
 | |